RSS
 

Archiwum - Luty, 2016

Co słychać w niewoli?

12 lut

II-gi kwartał roku 2015

Zniewolona to ja bywam na różne sposoby.Głównym zniewoleniem są zaburzenia odżywiania, chuj wie jak je konkretnie nazwać, i oczywiście depresja. Ostatni mój wpis był z pobytu, już drugiego, na oddziale zamkniętym na Sobieskiego, i co się tam działo? Niewiele. W tym momencie to nawet zbyt dużo nie pamiętam, i miesza mi się trochę z pierwszym pobytem. Jakbym chciała dokładniej wszystko opisać to bym musiała zajrzeć w notatki w pamiętniku, ale nie jest mi to jakoś szczególnie mocno potrzebne do życia, a chwalić się też nie ma czym.Tak czy inaczej, jak to ja, zawsze się umiem ustawić w szpitalu tak, żeby mieć palenie za darmo, i tak było tym razem. Ale to jeśli chodzi o mniej istotne rzeczy. Już po jakimś czasie przebywania na oddziale, gdy się dość dobrze zaaklimatyzowałam, poznałam niejakiego Sebastiana. Nie wiem jak to się stało, że się do siebie zbliżyliśmy, ale tak wyszło. Było to wszystko pokręcone jakoś. Wszystko tam było pokręcone, ale w złym tego słowa znaczeniu. Kompletnie sobie nie radziłam. Wymiotowałam, wymiotowałam i wymiotowałam. Potem próbowałam to jakoś nadrabiać, bo nie mogłam schudnąć. Nie będę się jakoś specjalnie rozpisywać. Miałam raz reżim łóżkowy, co było na prawdę okropne, i nieodpowiednie – jakoś to przetrwałam. Sebastian zostaw wywalony karnie za coś w stylu kontaktów seksualnych (oczywiście nie ze mną xD). Warta wspomnienia jest też znajomość z Mateuszem. No, i tylko tyle, nie chce mi sie rozpisywać, ale właściwie jest, a może już – był, ważną dla mnie postacią w tamtym czasie. Nawet w wakacje mnie odwiedził. Z jaką wagą wyszłam to nie do końca pamiętam, ale siedziałam 6 tygodni, bo stwierdzili, że nie chcę się leczyć i dostałam wypis. Od razu dostałam skierowanie do nich, od nich samych, i jak się zwolni miejsce miałam wrócić. Oczywiście ja nie miałam zamiaru wracać do tamtego zjebanego miejsca. A jeszcze co do wagi, to było gdzieś w okolicach 49. Tydzień po wypisie trafiłam do szpitala pediatrycznego. Znów zbyt niski potas. Przecież to ani trochę nie dziwne, jeśli chodzi o mój przypadek głupoty, ale do głupoty to jeszcze wrócimy potem. Przytyłam tam bodajże do jakiś 51-52 kg. I w bardzo szybkim czasie, chyba w okresie 6 dni, schudłam jakieś 6-7 kg. Nie mam pojęcia jak to zrobiłam, bo nawet nie ćwiczyłam. Nie byłam na zakończeniu roku szkolnego, I-kl technikum… Właściwie to się z tego cieszyłam.

Wakacje

Przeleciało, jakoś. Nie było dobrze. Siedziałam w domu, nigdzie prawie nie wychodziłam. Na samym początku spotkałam się kilka razy z toksycznym dla mnie człowiekiem, i sama nie mam pojęcia czemu to zrobiłam.
Potem siedziałam w domu, prawie nigdzie nie wychodziłam, przeglądałam internet, pisałam z ludźmi, na których na prawdę bardzo miałam wyjebane, czasem oglądałam tv. Nic mi się nie chciało. Jadłam, jadłam, jadłam i jadłam. A potem jedyne co to wymiotowałam. I tylko to robiłam, i to prawie, że bez przerwy. Cały czas siebie niszczyłam, coraz mocniej.
Pamiętam, że raz podpierdoliłam mamie piwo i trochę się upiłam, bo nie dość, że wychudzona, to jeszcze na pusty żołądek. Ważyłam gdzieś tak w okolicach 44kg. Potem spotkałam się z Danielem.. Da NIE lem. Eh… ale do tego jeszcze potem dojdę.
Też raz się widziałam z przyjaciółką. Z jedną na pewno, ale czy z drugą to nie pamiętam.

Pod koniec wakacji spotkałam się z kimś z neta. Może nie było to do końca bezpieczne, ale szczerze miałam to gdzieś, nie chciałam żyć, zabić też się nie chciałam, było mi na rękę, gdyby ktoś to zrobił. Okazało się, że jest spoko, on.
No i widywaliśmy się przez jakiś czas. Z tego co wiem, to było na prawdę fajnie. Na prawdę. Ale tylko z tego co wiem… Podobno tak było, ale JA nie mam pojęcia, JA tego nie przeżyłam, i mnie to męczy teraz.

Ostatniego (albo przedostatniego) dnia wakacji widziałam się z Danielem. Poszłam do niego. Było fajnie. Było na prawdę fajnie, super, extra. Przez chwilę było fajnie. I to był ostatni raz gdy widziałam się z tamtym Danielem.

Szkoła

I wrócił ten cały pierdolnik – szkoła. Nie było dobrze. Było tragicznie. Nie dość, że musiałam znowu patrzeć na największą kurwę na świecie, która zrobiła mi coś najgorszego na świecie… i Ona. Nie wiedziałam co się  dzieje, że  moja przyjaciółka (myślałam wcześniej, że nią jest) nie odzywa się do mnie. Pomyliłam się. Kolejny kurwa raz się pomyliłam, ale nie wiedziałam, że to jeszcze nie koniec pomyłek w tym temacie.
Nie odzywała się do mnie. Trzymała się z tą kurwą jebaną. Zrobiły się, kurwa, dobrymi przyjaciółeczkami. Za każdym, kurwa, razem, gdy przychodziłam do szkoły i widziałam je to myślałam, że się porzygam.
-Daniel, tamten Daniel o którym pisałam, przestał istnieć. Niby był to on, ale już nie.

Jak o tym wszystkim pisze to płaczę.. Tak, płaczę. To wszystko tak cholernie boli. Tak na prawdę mocno.
Jebać tą kurwe, jebać te dwie kurwy, ale on? Faktycznie trochę zjebałam, bo ja jestem dziwna. Na prawdę jestem dziwna. A on właściwie tak jakby nagle odciął się. Nic nie powiedział, nic nie wytłumaczył (jak one), po prostu przestał być kimkolwiek dla mnie. Odzywał się od niechcenia. Robił ze mnie idiotkę jak pytałam co jest nie tak.  Było widać, że coś jest nie tak. Widziałam, że nie chce ze mną rozmawiać, nie chce ze mną przebywać, nie chce mnie znać.
I to tak mocno bolało. Nie dość, że jestem chora, to jeszcze Ci wszyscy ludzie… Długo nie mogłam od niego wyciągnąć o co chodzi. Długo. Ale w końcu się udało. Po prostu mu nie pasowałam. Nie odpowiadałam. Zamiast powiedzieć, żebym nie mówiła o tym co mówię, o tym, że jest mi źle, o tym, że się staram to się odgrodził wielkim murem. Bardzo nie odpowiadało mu przede wszystkim, że mówię, że będzie lepiej, że się staram, a potem się jebie. I tak w kółko i w kółko.
A najfajniejsze jest to, że teraz to mnie przerasta. Że to co się działo to nie byłam ja. Bo to nie byłam ja. Ja już nie mam pojęcia co się ze mną dzieje. NIE MAM POJĘCIA.

 

Resztę do kończę w innym poście…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS